"Ocaleni. Życie, które znaliśmy"

                Już dawno nie miałam sposobności tak bardzo odprężyć się przy książce. Ostatnie tygodnie, a nawet miesiące stanowiły pasmo ciągłej nauki. Widać takie jest życie maturzysty. Nie sięgałam po książki inne niż lektury żeby nie zaprzątać sobie głowy innymi historiami niż te, które były mi w obecnym czasie potrzebne. Dlatego po pisemnym polskim od razu zasiadłam do książki, która czekała na mnie od kwietnia.
Ocaleni. Życie, które znaliśmy” autorstwa Susan Beth Pfeffer przypadło mi do gustu już od pierwszej strony. Minęło sporo czasu od mojej ostatniej książki o tematyce końca świata i katastrof. Byłam, więc mile zaskoczona, czytając zapiski Mirandy i przeżywając z nią „przygody” w stylu: musimy przetrwać za wszelką cenę.

                Do Księżyca zbliża się asteroida. Ludzie momentalnie zaczęli o tym rozmawiać. Asteroida stała się tematem do rozmów numer jeden. Mówią o niej w szkole Mirandy, nauczyciele oszaleli na punkcie Księżyca. Lekcje, o ile są prowadzone, sprowadzają się do niego. Wszystko przez środowy wieczór, kiedy to przez teleskop, a nawet gołym okiem będzie można oglądać zderzenie. Właśnie w tego wieczora zdarzyło się coś strasznego. Naukowcy błędnie obliczyli masę asteroidy i Księżyc już nie był tym samym Księżycem. Wraz z Księżycem zmieniło się wiele. Ziemię zaczęły nawiedzać ogromne kataklizmy, ludzie umierali, na świecie zapanował chaos. Miranda wraz z rodziną stara się przetrwać w nowych warunkach. Czy im się uda? O tym właśnie przeczytacie w książce Susan Beth Pfeffer.
                Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy to sposób napisania książki. Jest to dziennik, w którym Miranda zapisuje swoje myśli, a jednocześnie kronika wydarzeń z okresu katastrofy. Wpisy są numerowane datami, a całość dzieli się na cztery pory roku.  Dodatkowo książka podzielona jest na rozdziały, nie wiem, czemu miało to służyć, ale jestem zdania, że jak nie przeszkadza, to może zostać. Chociaż zniknąć też może. Niezbyt wpływa to na wygodę czytania, bardziej sugerowałam się właśnie historią rozpisaną na dni. Ogólnie książka jest ciekawie napisana, dość łatwym językiem, nie znalazłam niezrozumiałych słów, czy czegokolwiek, co wymagałoby mojego oderwania się od książki i poszukiwań tłumaczeń w sieci.
                Dość ciekawie autorka wykreowała Mirandę. Już nie czepiam się, że jest naiwną nastolatką, która nie myśli prawie wcale o innych i wszystko trzeba jej tłumaczyć jak małemu dziecku. Miała ona swoje przebłyski świetności, kiedy to sama z siebie reagowała na otaczającą ją rzeczywistość i odgrywała dzielną bohaterkę(bardzo podobały mi się te momenty i bardzo żałuję, że nie było ich tak dużo, jakbym tego chciała). Jednak najlepiej została napisana, wykreowana matka Mirandy. Kobieta dość silna, aby ocalić własną rodzinę i nie dość silna, aby znieść presję katastrofy i końca świata, który może nadejść lada moment. Miranda i jej matka ciągle się kłóciły i godziły, było to bardzo irytujące, ale doskonale oddające napięcie, jakie musiało między nimi panować.

                Ciężkie czasy po katastrofie zostały przedstawione w ciekawy sposób, niektóre wydarzenia zdawały się być nierealne, ale to oczywiście tylko moje odczucia. Zastanawiam się, czy autorka pociągnie dalej wątek z nieustanną zimą i tym łyżwiarzem, który pojawił się tylko raz w książce, ale za to w bardzo ciekawym momencie. Jednak mam nadzieję, że kolejne części nie staną się romansem na tle katastrofy, tylko pozostaną walką o przetrwanie w świecie po katastrofie.

Autor: Susan Beth Pfeffer
Tytuł:"Ocaleni. Życie, które znaliśmy"
Wydawnictwo: Jaguar

1 komentarz:

  1. Czytałam i również już kiedyś pisałam o tej książce :-) jakoś nie przepadam za tematem katastrof, ale ta pozycja była całkiem...jeśli można to tak określić, przyjemna.

    OdpowiedzUsuń

© 2012. All Rights Reserved. Design by Biyan Pasau
Blogger Template