Książka: "Demony wojny cz.1"





Wielki powrót, powrót do czego.? Jeżeli jeszcze nie wiecie, to właśnie zapowiadam Wam,  że niniejszy tekst jest moim hołdem w stronę pierwszej część „Demonów wojny” autorstwa Adama  Przechrzty.
Po niezbyt, według mnie, udanej pierwszej części „przygód” Aleksandra
Razumowskiego(tak w końcu wiem dokładniej jak się nazywa i to dodatkowo z opisu książki, wielki
plus, po wcześniejszej części) powracamy do Rosji sowieckiej, do czasów wojny, gdzie nic nie jest
takie jak się nam wydaje. A kiedy jest, to i tak później staje się czymś całkowicie innym. Tak jak w
innych moich tekstach nie spodziewajcie się, że będzie to recenzja pasująca ściśle do definicji
recenzji, ale moje przemyślenia i rozważania na temat książki.
Po dość dziwnym zakończeniu „Demonów Leningradu”, czyli ukrywaniu się Razumowskiego
przed Von Ziethen’em i czynach podpadających pod kanibalizm, nasz bohater cudem zostaje ocalony.
Chociaż ocalony to nie do końca właściwe słowo. Grozi mu amputacja, ale powinien się sławić w swej
chwale, w końcu został odznaczony przez samego towarzysza Stalina. Jednak po utracie całej drużyny
nikomu nie byłoby do śmiechu. Sam Razumowski nie do końca wie jak udało mu się przeżyć i może
rozmyślałby o tym dniem i nocą, gdyby znowu nie był potrzebny władzom najwyższym. Ktoś na
terenach blisko Moskwy podszywa się pod członków NKWD, na dodatek oszuści są tak wiarygodni, że
ludzie zaczynają się bać, a władza sama w sobie nic nie może na to poradzić. A gdzie władza nie może,
tam pośle Razumowskiego.
W pierwszej książce z przygodami Razumowskiego, nie podobało mi się kilka rzeczy.
Natomiast już w kolejnej, właśnie teraz przeze mnie omawianej te niedociągnięcia prawie całkowicie
zniknęły. Dalej mamy do czynienia z brawurowym żołnierzem, który zawsze pakowany jest w
najgorsze bagno. Jednak zawsze, prawie zawsze wychodzi z tego cało, nie licząc utraty bliskich mu
Takim stałym minusem(bo nie sądzę, aby to znikło) jest pisanie rosyjskich słów tak jak się je
wymawia. Już wcześniej zwróciłam na to uwagę, jest to niezbyt dobrze zrobione. Według mnie warto
dać szansę tym, którzy po rosyjsku czytać umieją i napisać to cyrylicą, a wymowę i tłumaczenie(tak od
razu) umieścić w przypisie, czy też na końcu książki w posłowiu. Samo posłowie oczywiście w książce
znajdziemy, ale już nie tak obszerne jak w książce poprzedniej. Minusów już więcej nie mam do
książki, tylko tyle mi się nie podobało.
Wracając do plusów. W końcu zaczyna się coś ciekawego dziać, nie żeby kanibale z części
pierwszej byli źli, ale fałszywi członkowie NKWD to już nie byle co. Dodatkowo niespodziewany
powrót jednego z bohaterów, czyni tę książkę takim „must read” dla wszystkich fanów książek
wojenno-sensacyjno-lekko fantastycznych. Co do tego elementu fantastycznego, to jest on
praktycznie niewychwytywalny, ale dociekliwi czytelnicy powinni go dostrzec prawie od razu. A jeżeli
mało Wam jeszcze wątków i elementów, to w sekrecie powiem, że powinniście przygotować się na
namiastkę romantyczności w wykonaniu Aleksandra Razumowskiego.
Po jakże zaskakującej treści części pierwszej „Demonów wojny” z niecierpliwością czekam na
część drugą, oby była tak doskonała jak poprzedniczka. Dodatkowo cały czas trzymam kciuki, w
sprawie zmiany losu Razumowskiego, niech mu coś w końcu się powiedzie, niech już nie traci taki
wielu ważnych dla niego ludzi i niech nadal ma takich przyjaciół.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Fabryka Słów i portalowi Sztukater.pl.

Autor: Adam Przechrzta
Tytuł: Demony wojny cz.1
Wydawnictwo: Fabryka Słów

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© 2012. All Rights Reserved. Design by Biyan Pasau
Blogger Template