Serial: "True Blood" sezon 1.




                A więc rozpoczynam coś nowego, czyli recenzje seriali. Nie będę się rozpisywała w pojedynczych odcinkach, tylko od razu w całych sezonach. Na pierwszy rzut idzie sezon pierwszy serialu „True Blood”. Skończyłam go oglądać już ponad tydzień temu, ale dopiero teraz udało mi się zasiąść do napisania recenzji. Serial oparty jest na książkach Charlaine Harris o Sookie Stackhouse. Samych książek jeszcze nie czytałam i nie mogę ich porównać do serialu, nie wiem czy to dobrze czy źle, zazwyczaj najpierw czytam książki, a potem oglądam.  No, ale koniec wywodów na ten temat. Powróćmy do serialu.
                W sezonie pierwszym poznajemy Sookie, która wraz z bratem, Jasonem, była wychowywana przez babcię. Sookie jest nietypowa, czyta w myślach innych ludzi, dlatego też miłe jest jej towarzystwo wampirów, ponieważ ich myśli nasza bohaterka nie słyszy. A mówiąc o wampirach, cała wampirza społeczność została ujawniona, ponieważ już nie musza pić ludzkiej krwi. Powstało, bowiem True Blood, syntetyczna krew mająca na celu zaspokojenie wampirzych apetytów, mimo iż jak można zauważyć w serialu nie smakuje zbyt dobrze. Więc kiedy Sookie spokojnie stara się unikać ludzkich myśli, co niezbyt dobrze jej wychodzi, w miasteczku pojawia się jego dawny mieszkaniec Bill. Wampir, który stara się dostosować do ludzkiego społeczeństwa, przy czym nie unika kilku katastrof, wpada w oko naszej Sookie i tutaj się zatrzymam, bo nie chcę Wam za bardzo sypać spoilerami, mimo iż chyba wszyscy już to oglądali(czuję się z tego powodu taka zacofana). No może jeszcze dodam, że w miasteczku pojawił się zabójca, zabija wszystkie fanki wampirów(głównie chodzi mu o te, które uprawiają z wampirami seks, albo dały się ugryźć).
                Niby klasycznie, dziewczyna poznaje wampira, mamy iście klasyczny książkowy romans, gdzie nie obejdzie się bez dramatów. Ale mimo to serial nie jest przeciętny, ponieważ do tego klasycznego romansu dodane zostały różnorakie postacie, zmiennokształtni, wróżki, multum wampirów. Do tego wszechobecny seks, magia, rzeczywistość luizjańskiego miasteczka, no i oczywiście Eric Northman. I na tym koniec moich plusów. Bo reszta według mnie nadaje się do kosza. Zacznijmy od głównych bohaterów, czy tylko mi wydaje się, że Sookie brzmi jak Suck it, ale tylko wtedy, gdy wypowiada to Bill. A tak btw Bill miał być przystojny, tyle wyczytałam w opisie książki, jak dla mnie on wcale taki nie jest, ogólnie Moyer jest całkiem całkiem, ale ta stylizacja, na bladziuteńkiego wampira, który chce dostosować się do ludzkiego społeczeństwa jest po prostu dziwna i nie przypadła mi do gustu. Dalej mamy Sookie, Paquin w tej roli wygląda jakby ktoś ją potrącił i zostawił na pastwę losu z całkowicie rozwiniętą głupotą. Kiedy coś mówi, kiedy chodzi nawet, kiedy stoi wydaje się być chora na jakąś chorobę umysłową. Momentami miałam ochotę ją walnąć, ale szkoda mi było mojego laptopa.  Potem dochodzi do tego Kwanten latający po łące w białych majtkach, nagi Trammell budzący się na łóżku z Sookie, czy Wesley w różowej sukience grająca bezuczuciowa sukę, która chce być kochana. Efekty specjalne jak na rok 2008 są dość mizerne, umierający wampir czy opóźnione reakcje aktorów np z samochodu wypada ręka, po pięciu sekundach bezmyślnego patrzenia bohaterki dopiero zaczynają krzyczeć.
                Jedyny aktor, który tak naprawdę podobał mi się w tym sezonie to Alexander Skarsgård, no, bo kto nie lubi Erica, według mnie przy zmianie większości aktorów, z lepszymi efektami specjalnymi ten serial nadawałby się do oglądania, ale oczywiście nie skreślam go tak od razu. Zabieram się za drugi sezon, może będzie lepiej.

Tytuł: "True Blood"
Sezon: 1.
Ilość odcinków: 12


                

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

© 2012. All Rights Reserved. Design by Biyan Pasau
Blogger Template