Książka:"Labirynt śmierci"





Jak to jest, że niektóre książki wzbudzające w nas zachwyt od pierwszego spojrzenia na okładkę i przeczytania opisu wprawiają nas w zachwyt, a po przeczytaniu okazują się kompletną klapą i nieporozumieniem.? Tak właśnie było w moim przypadku z książką „Labirynt śmierci” Ariany Franklin. Mimo, iż książka jest kontynuacją „Mistrzyni sztuki śmierci” to pierwszy raz miałam okazję spotkać się z twórczością tej autorki.
Adelia jest uczoną, kształcona a Sycylii w szkole medycznej, biegła w anatomii człowieka, z umysłem zwartym i gotowym, oraz z intuicją, która pomaga jej podczas licznych śledztw. Jednakże ukrywa się pod płaszczykiem pomocy medycznej swego przyjaciela. Tylko nieliczni wiedzą, że to ona jest w tym układzie śledczym i główną dowodzącą. „Wieziona” w Anglii przez króla Henryka II, który za nic w świecie nie wypuści ze swoich rąk takiego skarbu, jakim jest Adelia. Więc gdy jego kochanka Rozamunda zostaje otruta, a wina spada na królową, były kochanek i ojciec dziecka Adeli biskup St. Albans wręcz zmusza dziewczynę, aby udowodniła niewinność królowej. A wszystko to, aby zapobiec widmu wojny.
Tak jak już pisałam wcześniej, książka okazała się dla mnie jednym wielkim rozczarowaniem. Czytałam ją prawie trzy tygodnie, nie dlatego, że mi się nie chciało, czy nie miałam czasu. Ona po prostu pisana jest jak po gruzie, strony ciągną się, a akcji jest tam jak na lekarstwo i jeżeli ustawilibyśmy się w kolejce przed sklepem „Labirynt śmierci” w czasach PRL, mając ręce pełne kartek, właśnie po tę akcję to zabrakłoby jej już po pierwszym kliencie, który też nie byłby zadowolony z zakupu.
Jedynym plusem tej książki, tak mi się wydaje, jest odwołanie do prawdziwych historycznych postaci i dokumentów, ostatnie dwie strony, czyli „Od autorki” są chyba najciekawszym elementem całej książki. Ogólne kreacje tych bohaterów, jako tako nie zachwycają, może są ciekawe i zagłębiając się w ich portrety psychologiczne, które w niektórych przypadkach przedstawia nam Adelia, odkrylibyśmy coś ciekawego, ale treść książki tak przytłacza, że nie da się z tego nic zrozumieć.  
Sam pomysł na książkę i fabułę jest świetny i można by z tego zrobić coś ciekawego, ale jak widać nie zawsze „chcieć to móc”. W książce pełno jest zdań po łacinie, nie zawsze tłumaczonych na język polski, przydałoby się też więcej objaśniających przypisów, w końcu mamy to odczynienie ze średniowieczem, a nie z współczesnością, więc niektóre rzeczy są niezrozumiałe. Nie mówię tu o miliardzie przypisów na jedną stronę, ale kilka więcej znacznie ułatwiłoby przyswojenie sobie lektury.
                W „Labiryncie śmierci” albo coś dzieje się za wolno, albo za szybko. Niektóre wydarzenia, które znacznie urozmaiciłyby fabułę w ogóle zostały pominięte. Wprowadzono tu też niezbyt ciekawy wątek „miłości” Adeli i Rowleya(biskupa), co ukazuje nam jak w tamtych czasach zachowywali się duchowni, nawet ci niepowołani przez papieża. I być może wątek tej „miłości” nie jest zbyt rozwinięty, ale lepiej by było bez niego. Książka nienadająca się nawet dla zabicia czasu, aby ją przeczytać, ktoś musi być prawdziwym zagorzałym fanem takowych powieści historycznych. 


Autor: Ariana Franklin
Tytuł: "Labirynt śmierci"
Wydawnictwo: Amber

2 komentarze:

  1. Ta książka stanowczo do mnie nie przemawia - nie przepadam za książkami historycznymi. ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Zupełnie nie dla mnie, wolę inne tematy:)

    OdpowiedzUsuń

© 2012. All Rights Reserved. Design by Biyan Pasau
Blogger Template